Felietony Słowo pisane

Słowiańska barykada

Słowo się rzekło, i dziś mierzę się z tematem którego nieco się bałem. Bo by narzekać, należałoby umieć ubrać narzekanie w słowa. Tak by potrafić obronić swe narzekanie. I na tym narzekaniu coś zbudować.
Jeżeli nie odstraszyło was to wielokrotne powtórzenie ( użyte wszakże jako figura retoryczna) to zapraszam. Bo dziś o Słowianach. I nie o nas, w sensie Polakach, Rosjanach etc. itp. itd… Tylko o systemie który narobił szumu w ostatnim roku, a niedługo wyjdzie do niego dodatek.
By być z baśnią na bieżąco, trzymam księgę na kolanach i będę traktował ją jako pomoc naukową by sprawę wyjaśnić wystarczająco i wyczerpująco.
Jednak zanim przejdę do sedna, meritum czy też czego tam chcecie, powiem wprost – polecam wam ten system, jest przyjemny, ma ciekawy świat i różne wyjątkowe lokacje oraz oferuje bardzo specyficzny, wyjątkowy klimat.


Grafikę wykombinowałem z oficjalnej strony tegoż erpga. Może mnie Wojtek nie pozwie, Ale jak coś to się nie boję, bom chwacki Słowianin!( Wojtek proszę nie rób tego)

W każdej legendzie czy micie ( swoją drogą, nigdy mi nie pasował podtytuł „mitologiczna gra fabularna”, mity to mają Grecy, my – mamy legendy! I to brzmi po stokroć lepiej; „LEGENDARNA gra fabularna” i epickość wybija poza skalę) ponoć leży ziarenko prawdy. A w tym wpisie leży groch pod materacem. No, może by być bardziej swojskim, powiem – gdzieś tutaj Wanda ma Niemca.
Ot, klimatyczna gra, z potencjałem na super fabułę. Do tego ciekawy świat którego mapę możecie podziwiać poniżej. Wszystko pięknie.
Grafiki śliczne, mechanika cała prosta i przyjemna…
Cała? Nie! Jedna, jedyna część mechaniki nadal stawia czoła graczom.
I jest to, mechanika walki.

Mapa jest naprawdę przyjemna w odbiorze, a do zakupu są jeszcze dwie jej wersje.

Już więc wiecie co mi w Słowianach nie leży. Tempo rozgrywki, przyjemne i dokładne tworzenie herosa z legend niczym w Starej Baśni, to wszystko działa i podoba mi się bardzo. Ale tych wszystkich modyfikatorów od cech broni, stopni ochrony pancerza, efektów ran, kar do uników, rodzajów okaleczeń, zasięgów… Nie potrafię znieść. Pojedynczo to urozmaicające mechaniki. Ale gdy je zsumuje, i muszę ich nauczyć graczy, to co chwila sam zaglądam do podręcznika a na sobie czuję wzrok graczy i całą tą niezręczność w powietrzu.
I wiem, że to po dużej części moja wina. Wychowałem się ( w erpegowym rozumieniu tego słowa) na narracyjnych sesjach, i prostych systemach. Jako gracz lubię czasami coś bardziej kombinowanego ale no, nie zawsze. Ktoś kto zjadł zęby na Dedekach nie będzie miał najmniejszego problemu ze Słowianami, jestem pewien.
Sam jednak muszę jeszcze zdobyć więcej cierpliwości i siły ducha by to wszystko spamiętać w stopniu wystarczającym na w miarę grywalne robienie za MG,
Ja niestety nadal patrząc po kilku stronicowym opisie walki, który przeczytałem możliwie wnikliwie, na kolejną kartkę z tekstem o zasięgach strzał z łuku, mam dość.
I wiem, że zaraz znowu spojrzę na legendę o bogach, na bestiariusz, na tekst o erach… I ponownie zakocham się w tym erpegu.
By ten nadal mnie nie lubił, każąc się nauczyć mechaniki walki.
Zapytacie się pewnie: ” To w takim razie jak go prowadziłeś?”
Otóż, w jedyny słuszny dla mnie sposób. Jako śledztwo bez walki. Za to z masą zagadek i potworów z którymi nie opłaca się walczyć tylko trzeba je przechytrzyć. Tropienie dziwnych istot, błądzenie po lesie, walka z powodziami i bagnami pełnych osuwisk i trucheł wypływających z wody o konsystencji brejowatej ciaparygi ( tak, jest takie słowo, a przynajmniej w moim słowniku).
Bywa i tak.
Kiedyś jednak przyjdzie dzień w którym pokonam zasady walki w Słowianach.
Ale to jeszcze nie jest ten dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *