Felietony Słowo pisane

Prequel Pyrkonu

Jestem nerdem i jestem z tego dumny.
Uważam, że każdy geek czy nerd powinien pamiętać, o tym że czyni go to w jakiś sposób wyjątkowym.
Mamy dziwne pasje, fascynujemy się różnymi tematami i znamy o nich informacje których nie mają „zwyczajni śmiertelnicy”. Śmieją się z nas, traktują z góry… W sumie to chyba w dzisiejszych czasach zdecydowanie mniej. Prędzej w ramach mody stają się naszymi karykaturami ( na stosie bym palił ludzi noszących koszulki fanowskie nie wiedząc co na nich się znajduje a kupują takie „bo ładne”. No won do Mordoru i zapierdzielać po skałach na galerach! ) ale i to nie jest jakieś straszliwie popularne (przynajmniej w moim odczuciu) zjawisko. Jako nerd mam swoje słabości, czyli choćby pewne gry czy seriale… I niedługo będę mógł zatopić się w merchu z ilustracjami z nich. Czemu? Cóż…

Będąc takim geekiem w Polsce, ciężko byłoby nie być świadomym istnienia Pyrkonu. Nie jestem pewien czy bardziej pasuje określenie go targami, czy też konwentem. Taka swoista coroczna Mekka dla fandomu. Okazja zdobycia tony koszulek i gadżetów.
I ja do niej jeszcze ani razu nie miałem szansy wpaść. A bo to kasa, a bo to brak noclegu, albo nauka, czy też matury lub choroba.
Jednak nadszedł rok 2019, i ja pewny tego, że nie pojadę i w tym roku, radośnie szykowałem się do wyjazdu na Lajconik.
Wydał mi się on bardzo mały, nawet jak na moje standardy ( a dla mnie perfekcyjnym konwentem jest np. Imladris) i odczułem niedosyt. W międzyczasie ktoś namówił mnie na wyjazd dalej.
I tak, dzięki odpowiedniemu wsparciu i namowom od jakiegoś czasu jestem świadomy podróży jaka mnie czeka na drugi koniec Polski.
I ciągle nie mogę się nadziwić. To musi być ciekawa perspektywa dla starych wyjadaczy, by usłyszeć jak to jest dzisiaj, w 2019 roku pojechać pierwszy raz.
I nieco się martwię, bo słyszałem głosy o tym, że to już nie to samo, że jest gorzej i mocniej czuć parcie na hajs.
No ale staram się nie odczuwać tego negatywnego tonu i jarać się ilością tego wszystkiego. Zadziwia mnie także fakt jak wiele osób, które znam tylko z internetu lub poznałem lata temu i dawno ich nie widziałem, będę miał okazje zobaczyć.

I tym moim „Prequelem” do Pyrkonu jest ilość oczekiwań, zapowiedzi, znajomości oraz poprzednich konwentów. Mam wrażenie, jakby każdy poprzedni event, był jak filmy Marvela. A Pyrkon to takie „Infinity War”.
I w magiczny sposób na jedno pstryknięcie zniknie połowa mojego portfela. Co najmniej…
Zastanawia mnie jedynie kto okaże się Thanosem. Chociaż kto mnie zna, wie kogo bym mógł takim nazwać. Ale dosyć negatywnych stwierdzeń.
Chciałbym by ten wpis był bardziej optymistyczny. Macie jakieś porady dla zielonego w Pyrkonowym świecie nerda? Jak tak to piszcie, może odrobinę szoku mi odejmiecie.
Jaram się tak czy inaczej, i chciałem się tym hype trainem podzielić.
Może zobaczę się z kimś z was w Poznaniu? Dajcie znać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *