Felietony Słowo pisane

Pyrkonu wycinek

Na wstępie powiem, że chciałem by na blog coś było dodawane codziennie. Życie oczywiście zweryfikowało ten cel, i jak to zwykle bywa – wyszło nie do końca tak jak bym sobie tego życzył. Jestem jednak uparty, i tak łatwo nie zrezygnuje. Problem jednak leży i w czasie i w tematach. Pyrkon zajął mnie na kilka dni właściwie całkowicie a teraz pozostaje mi wiele, naprawdę wiele projektów do zrobienia na studia. I dziś chciałem nieco się z tego wytłumaczyć, jednocześnie opisując nieco ten festiwal fantastyki.

Dzięki znajomym, miałem dosyć komfortową sytuację z noclegiem, dlatego nie powiem wam co się działo po nocach, chociaż słyszałem różne plotki. Sam jednak też byłem tu i tam, robiąc cosplay najnowszego Jokera. I o kilku upatrzonych ciekawostkach opowiem najpierw.

Zacząłem od spotkania plenarnego fanów DC, które mnie lekko zawiodło. Ludzi nie brakowało aczkolwiek nic konkretnego się nie działo poza kilkoma zdjęciami. Jednak nieco później trafiłem na sesję Fajerbola u Łukasza „Skavenlofta” Kołodzieja. I miło było poznać go osobiście, zwłaszcza, że jak już zdążyłem zauważyć – w każdy system najlepiej gra się u jego twórcy. A przynajmniej tak mi się wydaje. Fajerbol do trudnych nie należy, ale czas mnie gonił tak samo jak i ludzie, więc po pierwszej na misji opuściłem drużynę. Jednak mój elfi czarodziej, uczony Moreno; zdążył wykorzystać kule ognia jako hamulec barki, szantażować niziołka, swatać wiedźmę i przekonać nekromantę by oddał swój kostur bo pewnie jest ciężki. W skrócie mówiąc, bawiłem się na sesji wyśmienicie.

Wiedźmin jakiego znalazłem, chociaż szukałem nieco bardziej papierowego.

Na wystawcach spędziłem chyba najwięcej czasu. Ale to kwestia ilości ciekawych rzeczy których szkoda przeoczyć. Jak się okazuje niestety, przez różne trudności ominęły mnie punkty programu o których mi się marzyło. Ale nie można mieć wszystkiego. Szukałem także wiedzy na temat nowego wiedźmina erpegowego. Autor był na stoisku Copernicusa, ale wszyscy którzy mnie znają wiedzą, że nie jest to miejsce do którego mnie zazwyczaj ciągnie. Do zakupienia był u nich dodruk CP2020 ( dosłownie, żadna poprawiona wersja ani nic takiego, tylko ten sam co 30 lat temu na nowo drukowany z błędami), masa młotkowych pierdół do jedynej słusznej edycji, bo w końcu po co grać w coś innego… No i rzecz jasna Klanarchia. Wiedźmina jednak brak, poza pokazowym.

Co więcej, niedaleko było stanowisko dla fanów rebela. I tutaj znalazła się ta druga strona erpegów która mi nie leży. Wiem, narzekam i jestem w tym zdeczka zatwardziały. Znaczy, ja nawet na swój sposób lubię Dedeki. Ale to bardzo szorstka relacja. Do zakupienia był też Keyforge ( nie znalazłem czasu by pograć, a żałuję) i Neuroshima. Cóż, chociaż lubię to co polskie w grach fabularnych, tak za nią nie przepadam.

I w ten sposób docieramy do stanowiska Black Monka. Namioty z erpegami działały i szczerze mówiąc nie było momentu pustki. Przejrzałem erpega o kucykach i nawet mi się spodobał. Niestety jak to bywa często z książkami dla dzieci, więcej tam obrazków niż treści. A to plus cena 139 złociszy, nieco odstrasza. Bo nawet przez chwilę chciałem kupić.

Zachwyciły mnie tanie małe stylizowane zeszyty skórzane. Nie żałuję ani jednej złotówki wydanej na nie. Inna sprawa, że drogie nie były. Aktualnie dostosowuje je jako klimatyczny handout oraz pomoc by móc łatwiej spamiętać bóstwa z mojego uniwersum na którym prowadzę od ponad 1,5 roku. Efektem się na pewno podzielę. I może opowiem ci nieco o uniwersum jeżeli chcecie poczytać. Ale to już kiedy indziej.

Do zakupienia były mapy taktyczne,podkładki do rzucania i więcej. Na zdjęciu stanowisko drukarni oferującej druk map na zamówienie.

Wiele map bardzo mi się spodobało, i nie ukrywam, na taką okazję do zakupu od dawna czekałem. Coraz więcej rzeczy pomaga mi prowadzić satysfakcjonujące sesje. Minąłem także stanowisko Baniaka. Szybko je ominąłem ale tłum dużo mówił sam za siebie. Zdjęcia robili sobie bez przerwy, cóż. Nie mam na ten temat wiele do powiedzenia. Ot, bożek fandomu w naturalnym środowisku.

Najlepszym miejscem była jednak gralnia. Cała masa stołów i ludzi grających w RPG na raz. Cud, miód i orzeszki. Oto jaki był Pyrkon w moich oczach. To tylko fragment, wycinek tego co tak naprawdę tam się dzieje. Ale o tym można albo opowiadać godzinami, albo przeżyć. I ja polecam przeżyć. Chociaż raz w życiu, warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *