Słowo pisane

Historia gier RPG w Polsce

Erpegi w naszym kraju to jeszcze nie mainstream, i nie ma co się łudzić, że szybko się nim staną. Mamy pewne znane persony ( a właściwie jedną…) oraz głośne kampanie erpegowe, ale to nadal dopiero początek drogi do stania się znanym i popularnym hobby na tyle by ludzie „mniej więcej” ogarniali. Co jednak idzie za popularnością, musimy zmierzyć się z laicyzacją naszej pasji, czy też rozrywki. Laicyzacją wyraźną na tyle, że społeczność tworzą powoli bardziej celebryci niż podręczniki,. O ile tak można nazwać, osobę taką jak Baniak. Bo czy to się nam podoba czy nie, Baniak takim celebrytą się stał i jego Warhammer stał się bardziej kojarzony niż ten podręcznikowy. Stąd niedawna śmieszna i częściowo smutna sytuacja odnośnie odczytywania wyników K100 ( tj. 2K10) i rozbieżność między metodą Michała a podręcznikową, a także idące za tym konsekwencje mechaniczne. Ale nie o tym dziś.
Dziś chciałem powiedzieć więcej o tej popularności gier fabularnych, znanych też często jako gry narracyjne, albo gry wyobraźni.
Mamy w naszym kraju nawał osób o wielkich zdolnościach tworzenia arcyciekawych historii, światów i nie tylko. A utwierdziłem się w tym zdaniu gdy zbierałem dane do mojej prelekcji o historii gier fabularnych w Polsce ( jeżeli jesteście nią zainteresowani, to zapraszam do śledzenia fanpage, na pewno jeszcze ją gdzieś zrobię ). Nauczyło mnie to dużo, bo zrozumiałem bardziej fenomen WH w naszym kraju, ale również poznałem największe inspiracje naszych twórców. Do Polski sprowadzony był najpierw właśnie WH 1ed. a potem długo nic w kwestii wydań „dużych RPG”. Smutno mi trochę, że dzięki temu nie zyskaliśmy większej tolerancji na mniejsze RPG które mogą być często niesamowite. Latami jedyne co wydawano w naszym kraju, to fragmenty swych projektów w czasopismach, ewentualnie pocztą pantoflową na dyskietkach. Jako pierwszy książkowo wyszedł „Zły Cień: Kruki urojenia”, a kilka miesięcy później zmienili ten stan także twórcy Oka Yrrhedesa, z Sapkowskim na czele. W połowie roku 1995 wydali drugi rodzimy system ( poza Cieniem wcześniej były wydawane Kryształy Czasu, ale tylko w MiM!) który w sumie był raczej mechaniką niż pełnoprawnym systemem. Póżniej, dwa lata po Oku, zostały wydane Dzikie Pola. I tu już mieliśmy cudowny setting oraz mechanikę nie bez wad, ale z bardzo ciekawym stylem walki szablą.
Jednak do tego czasu polscy gracze zdążyli się skupić na Zewie Cthulhu, Warhammerze oraz co wytrwalsi „lingwiści”w Dedekach.

Brakowało pomocy do RPG, a dopiero nadejście internetu zaczęło nieco zmieniać sytuację i mnożyć fora. Wiem, że jako równolatek Kryształów Czasu ( wydanych podręcznikowo, nie w MiM) raczej nie będę mógł tak dużo o tym wszystkim powiedzieć. Podejrzewam, że dziwnie musi to wszystko co piszę wyglądać dla co sędziwszych fanów tego hobby, więc poprawcie mnie jeżeli w czymś się mylę w komentarzu. A teraz, do meritum, kontynuując.
W momencie przełomu tysiącleci, brakowało w naszym kraju czegoś fantastycznego i nie trącącego myszką ani też zbytnio skomplikowanego.
Zresztą do dziś słyszę nie raz narzekanie na rodzime twory w materii gier fabularnych. Tylko, że nawet gdy nie mogę zaprzeczyć jakości jakiegoś systemu ( lub jej braku) tak chciałbym byśmy mieli nasze polskie gry, które będą grywalne w równym jeśli nie większym stopniu co te zza granicy.
I dlatego uważam, że trzeba motywować naszych twórców, dawać feedback oraz uskrzydlać. W najgorszym wypadku czegoś nie kupimy lub nie wesprzemy.
Z czasem powstawało coraz więcej naszych gier, wymienię zaledwie kilka z tego okresu od 2000 do 2010: Wolsung, Neuroshima, Wiedźmin: Gra Wyobraźni, Dzikie Pola 2 Ed.
A w ostatnich latach ten wysyp trwa w najlepsze. I sam grając widzę kilka perełek pod względem settingu. A nawet mechaniki do których mam specyficzny gust, wpasowują się mi perfekcyjnie ( Sun World, Agonia, OHET) więc osobiście raczej nie narzekam.


Należy „szkolić” nowe pokolenie erpegowców, pokazywać im systemy, dawać wsparcie i podrzucać pomysły. Znajdą się pośród nich przyszli Mistrzowie Gry, a nawet twórcy kolejnych gier.
Żyjemy pod tym względem w naprawdę cudownych czasach, a gry fabularne doznały rozkwitu co widać nawet po sprzedaży DnD za granicą i u nas także.
Z początku mieliśmy mały wybór i trudny dostęp, nie zapominajmy jednak, że to już czasy minione, a raz na jakiś czas, przyjmijmy raz na pół roku, przyjrzyjmy się naszym polskim grom fabularnym. Niezeleżnie od tego jakie klimaty nam podchodzą, coś się znajdzie. Ceny nie są zaporowe, dlatego zamiast hałsrulować systemy i się w nich kisić, podnieśmy głowę i zobaczmy inne, bo one mogą nam podejść, wielokrotnie testowane i mechanicznie tak zrobione, by domowe zasady były zbędne.
To tyle ode mnie na dziś, znikam – Sil odmeldowuje się!

2 thoughts on “Historia gier RPG w Polsce”

  1. Lepiej zacznij robić porządny risercz.
    „Jako pierwsi, zmienili ten stan twórcy Oka Yrrhedesa, z Sapkowskim na czele. W roku 1995 wydali pierwszy rodzimy system” – no właśnie nie. Pierwszym systemem wydanym książkowo był „Zły Cień. Kruki urojenia” – pierwsza połowa 1995 roku. „Oko” wyszło w wakacje tegoż roku, a pod koniec 1995 r. ukazał się „Aphalon”. Sama zaś historia obecności RPG w Polsce to początek lat 80. i od tego warto zacząć. Borejko swego czasu dużo na ten temat zebrał, mam część tych materiałów, mogę się podzielić. 🙂

    1. Poprawki wprowadzę do wpisu, a materiały mam niby gdzieś już od Arathiego ale dostałem je gdy miałem dosyć ciężki tydzień i totalnie mi z głowy wypadło 😶. Dzięki za uwagi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *